Logo Bober best prze.png

Blog

Bonsai

Zaktualizowano: 6 dni temu

Lubię takie poranki jak dziś. Za oknem słońce, a październikowa i listopadowa jesień za oknem to jest moje TOP 2 jeżeli chodzi o pogodę. Tak też było w sobotę w Wałbrzychu. Spędziłem fajny weekend z córkami. Pierwszy raz byłem w Palmiarni, gdzie oprócz egzotycznych roślin są też lemury i żółwie. No i dla mnie rzecz najważniejsza - bonsai! Uwielbiam drzewka i sztukę bonsai.


Wiele lat temu, jeszcze w podstawówce albo liceum, miałem całą hodowlę drzewek. Szczepiłem je, mnożyłem sadzonki i właściwie od zera starałem się takie drzewko hodować. Oczywiście wtedy myślałem, że to będzie moje życie, że jak dorosnę, nie będę grafologiem, wokalistą, managerem, tylko profesjonalnym bonsaiarzem. W sumie, nic jeszcze straconego...


W Opolu, te 25 lat temu był profesjonalny sklep, który prowadził sprzedaż nie tylko samych drzewek, ale i profesjonalnych książek, czasopism, narzędzi, doniczek... Oczywiście byłem stałym klientem i kupowałem tam swoje kolejne okazy. Byłem do tego stopnia częstym klientem, że właściciel już mnie dobrze znał, a kiedy moje drzewko zachorowało, przynosiłem je po prostu do niego, a on je odratowywał. Stało normalnie w sklepie, a ja mogłem je doglądać.


Co się więc stało? Ano wyjechaliśmy na wakacje. 2 tygodnie. W tym czasie drzewkami zajmowała się moja ciocia. Drzewka trzeba było codziennie kąpać, zraszać, dbać o temperaturę, nasłonecznienie i ogólnie odpowiedni klimat. Jak wróciłem, na parapecie, gdzieś w połowie wakacji była listopadowa jesień. Żadnych liści, wszystko suche. Ciocia myślała, że one po prostu... mają już jesień.


Nic się nie uratowało, a ja wciąż marzę o miejscu, gdzie będę miał kilka dorodnych okazów bonsai i czas tylko dla siebie (i dla nich). To jest dla mnie spotkanie ze "stwórcą".



5 wyświetleń